TOPKA 2025 – Podsumowanie 2025 roku w grach

Pigułki newsów dostępne są także w formie audio

PIGUŁKA 2025 ROKU

2025 rok był wyjątkowo dobry. Nasza branża naprawdę pokazała na co ją stać, zwłaszcza gdy popatrzymy na rynek spoza znanych marek AAA. Był to szczególnie wybitny rok jeśli chodzi o sequele, które okazały się wyjątkowo udane. Muszę też od razu przyznać, że skradły moje serce. Naszedł również powiew świeżości od strony nowych IP – Clair Obscur: Expedition 33, Arc Raiders czy Blue Prince. Choć nie ukrywam, akurat te tytuły nie trafiły w moje grono ulubionych. Gier do zagrania nie brakuje i trzeba przyznać, że był to zdecydowanie owocny okres dla graczy. Gamedev choć wciąż dotykają fale zwolnień (niektóre bardzo dotkliwie), na całe szczęście zdaje się, że są mniejszej skali niż w poprzednich latach. Oby to był dobry znak na przyszłość.

Od bardziej już osobistej strony, zaskakująco przeważały u mnie nowe tytuły – jak podaje mój Steam Replay 2025, 70% ogrywanych przeze mnie gier stanowiły tegoroczne produkcje. A wiec nie jest to dziwne, że w moim podsumowaniu tym razem skupię się tylko na nich. Ciężko coś nowego dodać w kwestii ogrywanego na nowo Wiedźmina 3 czy kolejnym przejściu serii Batman Arkham. Uzupełnię może jednym zdaniem, że świetnie sprawdzają się na Steam Decku i to był jeden z game changerów. Mimo początkowego sceptycyzmu grania na handheldzie od Valve w zatłoczonym pociągu o godzinie 16 w środku tygodnia (wcześniej był to bardziej sprzęt kanapowy), to finalnie wiele godzin spędziłem w tym roku właśnie tak. Teraz gdy przeprowadziłem się bliżej pracy nadchodzi jednak pytanie – czy nie zapomnę o tym sprzęcie? Na to odpowiem najprawdopodobniej za rok.

Wracając do gier, poniżej zebrałem piątkę najważniejszych dla mnie tegorocznych produkcji. Kolejność jest całkowicie losowa, bo każda z podanych jest unikatowa i przynależy do innego gatunku. Bezproblemowo mogę jednak wskazać tą najważniejszą. Mój największy zachwyt jest skierowany w stronę Kingdom Come Deliverance 2, któremu udało się wywołać u mnie największe emocje…

TOP 5 GIER 2025

Kingdom Come Deliverance 2

Po Baldur’s Gate 3 nie spodziewałem się by prędko jakaś gra podobnie mnie pochłonęła. Choć z tego samego gatunku to zgoła inna, najnowsza produkcja Warhorse Studios zachwyciła mnie niemal pod każdym względem.

Było wiele obaw przed startem – to prawda, że klimat i przepiękny świat wpasowuje się idealnie w moje upodobania, lecz pierwsza część swoimi nieprzyjemnymi mechanikami odrzuciła mnie od siebie, i to dwa razy! A jednak, druga odsłona robi wszystko lepiej w porównaniu do poprzedniczki i to przy o wiele większej skali. Otrzymałem przepiękne godziny rozgrywki – łącznie 150 godzin unikatowej przygody, wciągającej historii, wybitnie napisanych postaci oraz jednego z najpiękniejszych światów jakie zna ta branża. A z pewnością z najlepiej oddanym naturalnym otoczeniu w grach – każda ścieżka, wzgórze czy polanka jest unikatowa, krajobrazy potrafią przypomnieć nam bez mapy gdzie właśnie się znajdujemy. A jeśli jednak zabłądzimy? Mała strata, po tej krainie można z radością cieszyć oczy podróżując bez celu. Gra łączy fenomenalny zasymulowany, immersyjny świat dorównującym temu z Red Dead Redemption 2, wolność w eksploracji rodem ze Skyrima oraz historię napisaną na najwyższym poziomie. Nie sposób nie wspomnieć również o wybornym soundtracku — oba albumy z serii Kingdom Come: Deliverance trafiły do mojego Spotify Wrapped.

Choć na końcu przygody DLC w pełni nie porwały, historię z Henrykiem zakończyłem z porządnym kacem. Do teraz nie potrafię na dłużej usiąść do fabularnej gry. Poza paroma wyjątkami większość grudnia przesiedziałem na “odwyku” w Cywilizacji (oby uratowało mnie świeżo rozpoczęte Divinity Orignal Sin 2). Co teraz? Pozostaje mi czekać na trzecią część, na którą będę wyczekiwał z niecierpliwieniem. Zamykająca grę scena podbiła dodatkowo moją ekscytację, sugerując, w którym kierunku potoczy się dalej historia, ale tutaj chyba nie chcę spoilerować… AUDENTES FORTUNA IUVAT!

Hades II

Udoskonalenie perfekcji — abstrakcyjne pojęcie, które w rękach Supergiant Games okazuje się w pełni wykonalne. Pierwszy Hades był wybitny pod wieloma względami i trudno odmówić mu należnej chwały – był brakującym powiewem świeżości w gatunku rougelike. Studio wzięło na warsztat sprawdzony gameplay i jakby z boską pomocą, oszlifowało go na oślepiający połysk.

Przez ostatnie lata zalew gier roguelikowych skutecznie zniechęcił mnie do tego gatunku, dlatego do Hadesa II podchodziłem z pewną dozą ostrożności. Tym bardziej, że przy pierwszym Hadesie, mimo dobrej zabawy, nie wytrwałem przy kolejnych próbach pokonania tytułowego bossa. Ku mojemu zaskoczeniu sequel rozwinął się znacząco i trafił do mnie znacznie mocniej. Szybciej zrozumiałem działające tu systemy, budowanie buildów oraz bronie (choć te z pierwszej części były dla mnie ciekawsze), a sama rozgrywka stała się jeszcze przyjemniejsza. W sequelu dostajemy więcej przestrzeni do zabawy, bogatszą progresję i wyraźnie większą różnorodność. Melinoe przecina się przez areny, aż miło. Choć nie bez wysiłku dotarłem do obu „finałowych bossów” i pokonałem ich wielokrotnie, a teraz pędzę już ku zakończeniu gry. W porównaniu do poprzedniej odsłony czuję tutaj większą radość z wyzwań – zarówno tych narzuconych przez grę jak i nałożonych przez siebie dla otrzymania bogatszych nagród. Po prostu Hades II jest lepszą i pełniejszą grą.

Duże zmiany zaszły także w warstwie fabularnej – historia przybrała poważniejszy ton. Nie ma już figlarnego Zagreusa, który z uśmieszkiem na twarzy buntuje się ojcu. Nadeszły ciężkie czasy, ważą się losy świata, a trenowana od dziecka do zgładzenia Chronosa Melinoe nie jest skora do tak częstych żartów. Charakterystycznego humoru Supergiant Games nadal tu nie brakuje, lecz jest go wyraźnie mniej, a sama bohaterka nie jest tak charyzmatyczna jak jej brat. Melinoe to dobrze napisana i przemyślana postać, ale muszę przyznać – czasami brakuje mi Zagreusa.

Jeśli odpadliście przy pierwszym Hadesie, dajcie szansę drugiej odsłonie. Na własnym przykładzie widzę, jak wiele Supergiant Games zrobiło, by udoskonalić już niemal perfekcyjną rozgrywkę z jedynki i wciągnąć starych graczy na nowo. Czekają na was godziny świetnej zabawy. A jeśli jesteście fanami… chyba nie muszę nic dodawać, bo zapewne sequel macie już za sobą.

Sid Meier's Civilization VII

Droga do doskonałości nie jest łatwa. Mimo fali… hmmm… wręcz tsunami krytyki ze strony fanów serii, będę bronić tej odsłony – to dobra Cywilizacja. Po kilkudziesięciu godzinach wciąż bawię się świetnie i regularnie wracam do gry wraz z wprowadzanymi nowościami. Kontrowersyjne pomysły znane z Humankind sprawdziły się tutaj i zostały zrealizowane lepiej. Klasyczna rozgrywka w Cywilizacji jest mi bliższa, ale serii przydał się taki powiew świeżości.

System trzech epok również się obronił, a nowe tempo rozgrywki nauczyło mnie – w końcu – kończyć partie w Cywilizacji. Mam tu jednak jedno drobne pytanie: GDZIE JEST CZWARTA EPOKA? Już na premierę wyraźnie brakowało czwartej epoki, ostatnia era w grze kończy się aktualnie zaledwie na roku 1950. Ehh… to produkcja dobra, ale tylko dobra – wciąż znajduje się tu sporo dziur i rys.

Na szczęście fundamenty na dalszy rozwój są solidne, a ostatnie aktualizacje i darmowe rozbudowane DLCeki są dobrym zwiastunem na przyszłość. Ryzykowne decyzje studia kosztowały sporo w odbiorze graczy (także tych, którzy po grę nawet nie sięgnęli) – wyraźnie pokazują to liczby aktywnych użytkowników w poszczególnych odsłonach. Firaxis Games koryguje jednak swoje błędy i chce słuchać graczy. Studio szykuje się do wprowadzania aktualizacji w formule alpha testów, aby zbierać feedback od wybranych graczy i lepiej dopracowywać zmiany.

Dużym krokiem na przód będzie aktualizacja planowana na przyszły rok. Powrócić ma opcja grania jedną cywilizacją co poważnie namiesza w samych podstawach rozgrywki. Ojj dużo będzie się tutaj działo w przyszłym roku. Przez długie lata trwania serii nauczyłem się, że rozwój Cywilizacji to nie sprint, a maraton, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Wierzę w Civilization VII!

Hollow Knight: Silksong

Lata czekania na sequel jednej z najważniejszych dla mnie gier zakończyło się cudownym doświadczeniem…. i wciąż nierozwiązaną relacją typu love-hate. Team Cherry udźwignęło presję i niemal w każdym aspekcie ulepszyło kontynuację. Pozostał mroczny, unikatowy klimat oraz uczucie zagubienia połączone ze swobodną, wciągającą eksploracją. Moja miłość do tego przedziwnego uniwersum oraz nowych, intrygujących postaci rozbudziła się na nowo. Eksploracja nie zawodzi i różnorodny świat nieustannie ekscytuje na każdym nowym zakręcie.

W swoich usprawnieniach twórcy zapędzili się jednak na tyle, że poziom trudności powędrował wyraźnie o poprzeczkę wyżej – momentami nawet o dwie. Niestety, czasem ociera się to o torturę i niektóre segmenty lokacji są męczące bardziej, niż powinny. Tym bardziej że częściej są to wymagające sekwencje przeciwników i wyzwania platformowe niż same walki z bossami.

I tu pojawia się mój największy problem z Silksongiem. Gra wciąga i nieustannie zachęca do powrotów, ale równie regularnie stawia przede mną ściany, które często bardziej irytują, niż oferują satysfakcjonujące wyzwanie… git gud

Dispatch

Telltale Games ma swoje złote lata daleko za sobą, a premiera The Wolf Among Us 2 wciąż pozostaje jedną wielką niewiadomą. AdHoc Studio (założone przez byłych pracowników Telltale) z pomocą Critical Role przejęło pałeczkę, prezentując Dispatch – dojrzałą, świadomą superbohaterską historię, która potrafi zarówno bawić humorem, jak i poruszać poważniejsze tematy. Postacie i ich mocno zarysowane charaktery ubarwia dodatkowo dobrze dobrana obsada aktorów głosowych, którzy z Aaronem Paulem (Jesse Pinkman z Breaking Bad) na czele, wykonali tutaj świetną robotę.

Jeśli jeszcze was nie zainteresowałem to poza świetnie rozpisanymi postaciami, Dispatch potrafi zaoferować również przyjemny, choć prosty, gameplay skupiony na strategicznym wysyłaniu bohaterów na misje. Prostota rozgrywki sprawdza się w tej formule dobrze i nie zabiera światła fabule, która gra pierwsze skrzypce. Zaskakująco sprawnie zrównoważono te dwa aspekty. Formuła ta świetnie się sprawdza, bez problemowo mogłem ogrywać tytuł na kanapie wymieniając się kontrolerem z moją drugą połówką.

Gatunkowi brakowało świeżości i nowej jakości – Dispatch to oferuje, co przejawia silne poruszenie w branży oraz wyraźną chrapkę graczy na więcej. Pytanie czy produkcja nowej gry znów zajmie im prawie siedem lat? Miejmy nadzieję, że nie – mają przecież już porządne fundamenty. Faza koncepcyjna Dispatcha była zaskakująco długa i co ciekawe pierwotnie tworzony był jako produkcja live action. Wiele się jednak po drodze zmieniło. Oby kolejny tytuł trafił do nas jak najszybciej – ja już zacieram na niego ręce.

OCZEKIWANIA NA 2026 ROK

Do serii GTA zawsze mi było jakoś daleko, więc nie poruszę tutaj tematu GTA VI. Nie dziwi mnie natomiast, że Rockstar przesunął majową premierę, uciekając przed prawdziwym GOTY – LEGO Batman: Legacy of the Dark Knight! To najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera nadchodzącego roku i będzie moim obowiązkowym zakupem. Każde nowe materiały cieszą – widać dbałość o każdy szczegół i wiele miłości twórców do Batmana. Do tego rozgrywka zbliżona jest do tej z serii Arkham. Czego chcieć więcej? Premiera już 29 maja.

Poza wspomnianym Batmanem jest kilka innych intrygujących produkcji. Przede wszystkim polskie The Blood of Dawnwalker zapowiada się świetnie, a patrząc na skład zespołu, złożony z prawdziwych weteranów, można być pewnym wysokiego poziomu narracji. Nawet jeśli ostatecznie gameplay nie dorówna oczekiwaniom, ufam, że będzie to dobra produkcja.

Wiele wskazuje, że Fable w końcu się ukaże i choć z serią nie miałem do czynienia to udostępnione materiały poruszyły moją wyobraźnię. Na dobrego RPGa zawsze znajdzie się u mnie miejsce. Może więcej dowiemy się na styczniowym pokazie Xboxa?

Niedawno nareszcie poznaliśmy datę premiery (12 marca)  Replaced, na którego czekam już naprawdę od dawna. Zjawiskowo wyglądająca platformówka 2,5D w pikselartowej, cyberpunkowej oprawie. Tylko czy poza widowiskowymi wrażeniami zaoferuje coś więcej? Ciężko na ten moment powiedzieć.

Z innych gier, na które będę zerkał, wymienić można na pewno Control: Resonance, Clockwork Revolution oraz 007: First Light. Stoją za nimi pewni deweloperzy i mogą okazać się prawdziwymi perełkami. Dodajmy również kilka intrygujących gier z rodzimego podwórka: Erosion, Holstin czy też MOUSE: P.I. For Hire. Może to być naprawdę dobry rok dla graczy.

Korekta: Kamil 'Skryba’ Biskupik

Spodobał ci się artykuł?

Możesz wesprzeć mnie na stronie buycoffee.to/rauqk i postawić kawę.
Zawsze ubarwi mi to dzień i zmotywuje do dalszego pisania.